Kazimierz Moskal, wrzesień 2016. Fot. Kazimierz Moskal / Facebook

Moskal (PiS): Problem z pracą dla nauczycieli? Tylko wtedy, gdy samorządy nie będą współpracować

Celem zmian w edukacji jest przygotowanie fachowej kadry na potrzeby rynku pracy. Chcemy, by przedsiębiorcy mieli wpływ na wszystkie etapy kształcenia, czyli na podstawy programowe, praktyki zawodowe i egzaminowanie – mówi poseł PiS Kazimierz Moskal w rozmowie z MamPrawoWiedziec.pl.

Wojciech Gąsior
Dodane 11 października 2016

[ZMIANY W SYSTEMIE EDUKACJI]

Rząd przygotowuje likwidację gimnazjów, wprowadzenie ośmioklasowych szkół podstawowych oraz czteroletnich liceów ogólnokształcących. Jakie są przewagi tego dwustopniowego systemu edukacji nad obecnym?

Zmiany odpowiadają na oczekiwania rodziców i uczniów. Przede wszystkim chodzi o to, aby absolwenci  liceum byli lepiej przygotowani do studiów. Liceum nie może być tylko „kursem przygotowawczym do egzaminu maturalnego”. Ta zmiana ma służyć uczniowi.

Obok reformy strukturalnej ważna jest także reforma programowa. Ostatnia reforma wprowadzała program liniowy, my zaś wracamy do cykliczności etapów szkolnych, w których treści podstawy programowej ułożone będą spiralnie. Oznacza to, że materiał przerobiony w szkole podstawowej zostanie powtórzony i poszerzony w liceum.

Był pan dyrektorem szkoły zawodowej. Ministerstwo zapowiada wprowadzenie dwustopniowej szkoły branżowej i technikum. Co to zmienia w systemie kształcenia zawodowego?

Po szkole podstawowej uczeń będzie mógł iść albo do czteroletniego liceum ogólnokształcącego, albo do pięcioletniego technikum, bądź też do trzyletniej branżowej szkoły. Naukę w liceum i technikum będzie kończyła matura, po której – tak jak teraz – uczeń będzie mógł iść na studia wyższe.

W trwającej trzy lata branżowej szkole pierwszego stopnia uczeń będzie zdobywał zawód – na przykład mechanika pojazdów osobowych. Następnie będzie mógł iść do dwuletniej branżowej szkoły drugiego stopnia, żeby uzyskać wykształcenie średnie zawodowe: uprawnienia drugiej kwalifikacji i dyplom technika. Na koniec branżowej szkoły będzie mógł zdać maturę zawodową, która da mu szanse na studia w szkole zawodowej – nie na uniwersytecie.

Celem tych zmian jest przygotowanie fachowej kadry na potrzeby rynku pracy. Kształcenie będzie oparte na realnym zapotrzebowaniu gospodarki. Współpraca między przedsiębiorcami, instytucjami rynku pracy i szkołą będzie ściślejsza. Chcemy, by przedsiębiorcy mieli wpływ na wszystkie etapy kształcenia, czyli na podstawy programowe, praktyki zawodowe i egzaminowanie. Liczymy na aktywne włączenie się pracodawców w proces kształcenia i egzaminowania. Zwiększona zostanie rola centrów kształcenia praktycznego, utworzony zostanie Korpus Fachowców oraz specjalny Fundusz Rozwoju Edukacji Zawodowej.

Czy ma pan jakieś obawy dotyczące nowego systemu?

Głównie lokalowe. Co samorządy zrobią z budynkami po szkołach podstawowych i gimnazjach? Problem dotyczy mniejszych gmin. Jeśli samorząd pozbędzie się jednego budynku, to jeden może nie wystarczyć na realizacje zadań edukacyjnych. Jeśli zostawi oba – mogą nie być w pełni wykorzystane. Jestem jednak przekonany, że samorządy potrafią właściwie zagospodarować wszystkie lokale.

Po drugie, może się okazać, że nie będzie współpracy między organami prowadzącymi, a to może wpływać na zatrudnienie nauczycieli. Szkoła podstawowa będzie prowadzona przez gminy, a szkoła średnia przez powiaty. W miastach prezydenckich jest inaczej: jest jeden organ prowadzący dla szkół podstawowych i średnich. Ale poza miastami na prawach powiatu pozostałe samorządy mogą odczuć zmiany. Docelowo w powiatach będzie o jeden rocznik uczniów więcej, w gminach zaś o jeden mniej w stosunku do stanu obecnego. Liczba uczniów w całym systemie edukacji pozostanie bez zmian, zaś nauczyciele zatrudnieni w szkołach aktualnie funkcjonujących staną się nauczycielami szkół tworzonych w ramach nowego systemu. Nie powinno być zwolnień z powodu reformy strukturalnej, lecz przy braku współpracy pomiędzy samorządami mogą pojawić się drobne problemy z zatrudnieniem nauczycieli. Żeby tego uniknąć, gmina i powiat będą musiały ze sobą współpracować. Dodatkowo przygotowane przez MEN rozwiązania prawne – uwzględniając trudny okres przejściowy – mają temu zapobiegać.

[WYRÓWNYWANIE SZANS]

Zwolennicy gimnazjów twierdzą, że wyrównują one szanse, zwłaszcza młodzieży wiejskiej. Czy zgadza się pan z taką oceną?

To zależy. W niektórych gminach rzeczywiście są wzorcowe gimnazja i stworzone optymalne warunki dydaktyczne oraz wychowawcze dla uczniów. Polska ma jednak różne oblicza. W większości gmin są zespoły: szkoła podstawowa i gimnazjum. Są one słabo wyposażone i uczą w nich ci sami nauczyciele. W wielu gminach podkarpackich, które dość dobrze znam, nie ma mowy o wyrównywaniu szans.

Jako narzędzie wyrównywania szans wskazywane jest też obniżenie wieku szkolnego. Szkoła jest często pierwszym miejscem, w którym dzieci mają kontakt z książką lub innymi formami kultury. Czy obowiązek posyłania sześciolatków do szkół nie był krokiem w dobrym kierunku?

Gdy znieśliśmy obowiązek posyłania sześciolatków do szkół, podniósł się krzyk. A to był przecież nasz akt obywatelski, posłuchaliśmy w tej sprawie obywateli. Ostatecznie rodzice zdecydują o wieku rozpoczęcia edukacji szkolnej przez ich dzieci. Wyrównywanie szans powinno następować przed pójściem dziecka do szkoły, aby wszyscy zaczynali edukację szkolną na podobnym poziomie. Twierdzenie, że obniżenie wieku szkolnego wyrówna szanse, uważam za wielkie kłamstwo. Kilka lat temu ukazały się badania instytucji unijnych zajmujących się edukacją, w których  jednoznacznie stwierdzono, że uczniowie objęci wychowaniem przedszkolnym, w wieku 15 lat osiągają o 15-20 proc. lepsze wyniki niż uczniowie nieobjęci tym rodzajem wychowania. Nie wiek szkolny, ale upowszechnienie wychowania przedszkolnego jest właściwą drogą do wyrównywania szans edukacyjnych.

Subwencja oświatowa na 2015 r. była planowana na ok. 40 mld zł. Czy powinna być zwiększona?

Zgodnie z prawem każdego roku subwencja nie jest mniejsza niż w roku poprzednim. Tak też jest z subwencją na 2016 i proponowaną na 2017 r. Jednocześnie liczba uczniów w szkołach się zmniejsza. W ten sposób na jednego ucznia przypada większa subwencja (więcej pieniędzy) niż w roku poprzednim. Minister Anna Zalewska podjęła prace zmierzające do tworzenia nowych rozwiązań finansowych w zakresie obecnego algorytmu i w zakresie płac  nauczycielskich. Wyraźnie też wskazała, że na utrzymanie małych szkół będzie więcej środków.

Wspomniał pan o małych szkołach. Rozumiem, że pana zdaniem państwo powinno dokładać starań, by ich nie likwidowano?

Edukacja nie powinna działać jak przedsiębiorstwo, które ma wypracować zysk. Szkoła powinna być nastawiona między innymi na zaspokajanie potrzeb w zakresie edukacji, kultury. W małych miejscowościach szkoła, będąc miejscem edukacji i wychowania, bardzo często jest także jedynym ośrodkiem kultury, miejscem integracji społecznej. Jej likwidacja ma zatem poważne skutki dla tej społeczności. Ale jeżeli lokalne środowisko uzna, że szkoła jest niepotrzebna, bo np. w sąsiedniej miejscowości są lepsze warunki lokalowe i kadrowe, to obowiązkiem państwa jest uszanować ich życzenie.

[WYNAGRODZENIA NAUCZYCIELI]

Czy powinno się znieść Kartę Nauczyciela i zatrudniać nauczycieli na zasadach przepisów Kodeksu Pracy?

To trudne pytanie. Niektórzy mówią, że Karta Nauczyciela – powstała w 1982 r. – jest reliktem tej przeszłej epoki. Nauczyciele zasługują na godne wynagrodzenie i pewne uprawnienia, ale nad niektórymi obowiązującymi przepisami należy dyskutować i może szukać innych rozwiązań. Przykładem może być problem uposażenia: minimalnego i średniego wynagrodzenia nauczycieli. Z jednej strony nauczyciele powinni mieć poczucie bezpieczeństwa i godną płacę za przepracowane godziny, ale z drugiej pojawiają się zarzuty dotyczące pobierania przez nauczycieli wynagrodzenia za nieprzepracowane godziny. Jest to związane z zapewnieniem nauczycielom poszczególnych stopni awansu zawodowego i osiągania na obszarze poszczególnych stopni średnich wynagrodzeń. Wywołuje to sprzeciw pewnych środowisk, zwłaszcza samorządowych. Dlatego problem ten wymaga dyskusji i rozsądnych propozycji zmian legislacyjnych w zakresie prawa pracy nauczycieli. Uważam jednak, że można dokonywać pewnych modyfikacji przepisów Karty Nauczyciela, jednak jestem przeciwny jej zniesieniu.

Czy wynagrodzenie powinno być uzależnione od wyników uczniów?

Za dobrą pracę nauczycielowi należy się  dobre wynagrodzenie. Ale „dobra praca” to nie tylko dobre wyniki testów zewnętrznych. Uczyłem w liceum, w technikum i w zawodówce. Sukcesem dla mnie było nie tylko to, że miałem finalistów i laureatów w kilku olimpiadach, ale że np. skuteczne zachęciłem uczniów zawodówki do codziennego, zwykłego pozdrowienia „dzień dobry” oraz zwracania się do osób starszych z szacunkiem. Przy ocenie i wynagradzaniu nauczycieli nie powinniśmy patrzeć wyłącznie na wyniki egzaminów. Praca nauczyciela i pedagoga to coś więcej niż tylko dbanie o dobre wyniki egzaminów.

A gdyby próbować uzależniać to wynagrodzenie od postępu dokonanego przez ucznia?

Takie narzędzia ma dyrektor szkoły. Może przyznawać zróżnicowane dodatki motywacyjne, przyznawać nagrody. Choć to nie są może zbyt duże środki, ale jednak właściwe rozdysponowanie tymi funduszami powinno być związane z aktywnością i zaangażowaniem nauczyciela. Wiem, że nie zawsze tak jest. Środowisko nauczycielskie nie jest doskonałe. Zdarzają się przypadki, że pedagog, osiągając stopień nauczyciela dyplomowanego, pobiera nie najgorsze wynagrodzenie (szczególnie na prowincji w stosunku do innych środowisk jest relatywnie wysokie) i niekiedy nie jest zainteresowany dalszą aktywnością i solidną pracą. W takim przypadku trudny do zaakceptowania może być fakt, że jego wynagrodzenie jest sporo wyższe od aktywnego, zaangażowanego nauczyciela z niższym stopniem awansu zawodowego. Nie jest to jednak problem łatwy do rozwiązania.

[FUNKCJE WYCHOWAWCZE SZKOŁY]

W kwestionariuszu MamPrawoWiedziec.pl z 2011 r. napisał pan, że należałoby położyć nacisk na wychowanie patriotyczne. To znaczy, że szkoła ma nie tylko funkcję przekazywania wiedzy, ale też wychowawczą?

Szkoła, która tylko uczy, a nie wychowuje, jest złą szkołą. Klasa powinna być zintegrowaną grupą i wychowawca ma sprawić, żeby uczniowie poczuli się w niej jak w rodzinie. Ważną rolę odgrywa ceremoniał szkolny i zaangażowanie uczniów w uroczystości ważne dla życia lokalnej społeczności. Sam zawsze starałem się tłumaczyć swoim uczniom, dlaczego dane święto jest ważne oraz zachęcałem do właściwej postawy i zachowania. Nie chodzi o to, żeby indoktrynować kolejne pokolenia, tylko żeby wychować świadomego człowieka, poruszającego się po współczesnym świecie, znającego swoją przeszłość, swoje korzenie i utożsamiającego się z naszym państwem i z naszą historią. Często przecież bardzo trudną do przekazania.

Słyszę, że przez „wychowanie patriotyczne” rozumie pan „wychowanie obywatelskie”. Do życia w społeczeństwie i we wspólnocie lokalnej. Czy lokalność powinna też znaleźć wydźwięk w programie nauczania?

Jasne. Więź regionalna  jest bardzo ważna. Należy nawet uwzględniać historię rodzinną, żeby młody człowiek zastanawiał się, skąd przychodzi, gdzie jest i dokąd zmierza. Mam nadzieję, że w programie nauczania będzie położony  nacisk na regionalizm, lokalność. Zwłaszcza na niższych etapach edukacji istnieje taka potrzeba.

[WYBÓR DYREKTORÓW SZKÓŁ]

W programie jest lokalność, ale w lipcu Sejm przyjął ustawę zmniejszającą wpływ samorządów na wybór dyrektorów szkół i zwiększającą rolę kuratorium i rodziców. Jak pan to ocenia?

Ja wcale bym nie powiedział, że samorządowiec ma większe prawo do lokalności i decydowania o wyborze dyrektora szkoły niż nauczyciele i rodzice. Dominujące znaczenie w dotychczasowym wyborze dyrektora szkoły miał samorząd terytorialny. Wszystkie podmioty życia szkolnego są ważne i my dajemy im równe szanse w decydowaniu o obsadzie stanowiska kierowniczego.

Do tej pory w konkursie na dyrektora szkoły było trzech przedstawicieli samorządu, jeden rodzic i jeden nauczycieli. To nie była równowaga sił. Teraz wzmocniliśmy rolę rodziców, nauczycieli i kuratora oświaty przy procedurze konkursowej na dyrektora szkoły. Obecnie w komisji konkursowej jest trzech przedstawicieli nadzoru pedagogicznego, bo państwo odpowiada i  powinno aktywnie uczestniczyć w tworzeniu oblicza systemu oświaty w Polsce.

Dobry dyrektor, wybrany w drodze konkursu powinien być pośrednikiem (nie tylko zakładnikiem samorządu) między społecznością szkoły (uczeń, rodzic, nauczyciel) i samorządem, bo szkoła jest miejscem, gdzie ścierają się różne interesy. Sam byłem dyrektorem szkoły i sam tego doświadczyłem. Jestem przekonany, że dla wszystkich podmiotów decydujących o wyborze dyrektora i funkcjonowaniu szkoły najważniejsze jest  dobro ucznia. My, zwiększając udział czynnika społecznego w procedurze konkursowej na dyrektora szkoły, o tym nie zapomnieliśmy.

Kazimierz Moskal – poseł Prawa i Sprawiedliwości, wiceprzewodniczący sejmowej komisji edukacji, nauki i młodzieży. W latach 90. pracował jako nauczyciel, był dyrektorem zespołu szkół zawodowych oraz miejskiego zarządu oświaty. Radny miasta Ropczyce (1998-2005), członek PiS od 2003 r., poseł od 2005 r.

Podobał ci się tekst? Udostępnij go klikając w przycisk po prawej stronie!

Przeczytaj też najpopularniejsze teksty ostatnich tygodni